Narty na Kasprowym

No i nareszcie wybraliśmy się na narty na ten Kasprowy. Nigdzie prawie nie uświadczy śniegu, a tam ze dwa metry. Tegoroczna zima jest niewidzialna. W zasadzie jej nie ma. Kilka razy padał śnieg, ale zanim doleciał do ziemi, to już stopniał. W listopadzie jedynie było trochę śniegu i tyle. Na Słowacji gdzie staraliśmy się jeździć w tym roku, jeździliśmy na sztucznym śniegu. Jednak w ostatnich dniach trochę się ochłodziło, trochę poprószyło, a w górach nawet popadało. Oczywiście planowaliśmy wyjazd w sobotę. Wolimy jeździć w soboty niż w niedziele głównie ze względu na kościół. W niedziele chodzi się do kościoła jakby ktoś nie wiedział. Bogu co boskie, a Cezarowi co cesarskie. Czasami jak nie możemy w niedzielę, to idziemy wyjątkowo w sobotę wieczorem do kościoła. Niestety na sobotę zapowiadana była fatalna pogoda. Tak więc zdecydowaliśmy, że pojedziemy w niedzielę. W sobotę za to odwiedziłem rodziców. Na domiar złego z soboty na niedzielę zmieniano czas. Wstaliśmy 5:25 czyli tak jakbyśmy wstali 4:25 Wyruszyliśmy punkt 6:00 mając nadzieję, że tak wcześnie (zmiana czasu) nie będzie się nikomu chciało wstawać i uda się wjechać nową kolejką linową na Kasprowy. W drodze okazało się, że cała droga szybkiego ruchu budowana przez ostatnich kilka lat jest oddana do użytku w obie strony. Niestety odcinek od Krakowa do Myślenic jest remontowany. Rano jednak można było bez problemu przejechać. Dojechaliśmy na miejsce parę minut po ósmej. Niestety kolejka do kolejki była gigantyczna. Co najmniej na kilka godzin stania. Tak więc nie czekając poszliśmy na nogach do krzesełka na goryczkową. Zrazu nie pamiętałem którędy się tam idzie. Chcieliśmy kupić mapę, ale nie bardzo mogliśmy znaleźć taką na której byłby ten szlak. W końcu zapytaliśmy kioskarki, o dziwo bez problemu nam powiedziała. Tak, zdziwiłem się, bo znam górali niestety od tej złej strony. Szlak jest bardzo dobrze oznakowany wystarczy się pod kolejką rozejrzeć. Na samym początku szlaku spotkaliśmy kolegę z pracy – Romka. Z rozmowy wynikło, że on był tutaj godzinę wcześniej i była taka sama ogromna kolejka. On wypożyczał narty, trochę to trwało. Był też Michał, też z pracy. On poszedł wcześniej. Doszliśmy w niespełna godzinę do krzesełka. Zaczęliśmy jeździć w kotle Goryczkowym. Kolejny raz na nartach na Kasprowym i kolejny raz przepiękna pogoda. Po wczorajszej niepogodzie ani śladu. Piękne słońce i bezchmurne niebo. Wziąłem ze sobą aparat w małym plecaku. Przy kasie do krzesełka zaczepił mnie jeden facet pytając o to czy nie boję się o tą lustrzankę przy przewrotce. Wywiązała się rozmowa o aparatach i fotografii. Cały czas włączał się jakiś facet i usiłował rozmawiać o jakimś swoim aparacie, takim kompakciku sony mieszczącym się do kieszonki koszuli. Niektórzy ludzie są naprawdę irytujący. Teraz bilet całodzienny na krzesełko jest wydawany w formie karty typu RFID Kaucje za taką kartę trzeba zapłacić 15 zł Po jakichś trzech zjazdach okazało się, że robi się coraz większa kolejka. Niestety nie można było też jeździć poza trasą. Stał strażnik i nie pozwalał nikomu przejechać. Potem nawet podobno zjechał troszkę niżej i tam podobno czatował i dawał mandaty. Oczekiwanie na wyjazd krzesełkiem umilały ćwiczenia śmigłowca ratunkowego GOPR-u Po następnym wystaniu się w kolejce zrezygnowaliśmy i przenieśliśmy się na drugą stronę góry do kotła Gąsienicowego. Tam okazało się, że prawie nie ma kolejki. W zasadzie zjeżdżało się pod krzesełko i od razu do góry. Jak to na Gąsienicowej były muldy. I tłumy ludzi na dojeździe od krzesełka do stoku. Kilka razy zjeżdżaliśmy od razu z pod krzesełka pod barierkę i w dół. Raz udało się Konradowi prawie sturlikać. Tam jest bardzo stromo. Potem jeździliśmy dalej po stoku, aż do 'Beskidzkich skał' Na szczęście tu nie pilnowali. I stamtąd w dół aż do kolejki. Tu się jeździło bardzo fajnie. Bardzo lubię jeździć poza stokiem. Taki świeży śnieg i bardzo mało ludzi. Przy wyjeżdżaniu krzesełkiem do góry czekały nas atrakcje. Pojawiły się szybowce, które latały nad Kasprowym. W sumie naliczyłem cztery. Krążyły jak orły coraz wyżej i wyżej. Potem ostatni raz wróciliśmy ponownie na Goryczkowy i tak już bez pilnującego strażnika zjechaliśmy poza trasą. To był chyba najlepszy zjazd. Taki pulchniutki, świeżutki śnieg. Oddaliśmy karty, zwrócono nam kaucje i zjechaliśmy sobie do Kuźnic nartostradą. Podczas tych szusów ostatnich na Kasprowym, to już koniec sezonu. Stwierdzam, że trzeba chyba naostrzyć narty na kolejny rok. Wypróbowałem też nowy styl jazdy taki 'gigantowy' nogi nisko i trochę szerzej. Długie łagodne skręty. Rewelacyjnie narty przyspieszają na takich skrętach. W samochodzie byliśmy około 16:00 Jechało się bardzo dobrze. Myślałem nawet, że uda się być w kościele na 18:00. Niestety zanim 'Autostrada' się skończyła, to zrobił się korek. I to nie taki który pomału się posuwa do przodu. Tylko taki w którym się stoi i od czasu do czasu robi kroczek do przodu. Korek sięgał chyba ze dwóch kilometrów przed zwężeniem. Po dojechaniu do zwężenia wcale nie zaczęliśmy się poruszać szybciej. Potem było jeszcze kilka remontów i tym sposobem dojechaliśmy do Krakowa po godzinie 19:00 Pojechaliśmy prosto do Galerii Krakowskiej Tam zjedliśmy lody. Ja nie jadłem od samego rana nic i o dziwo nic nie piłem ?!? A spociłem się okrutnie przy podejściu i potem jeszcze podczas jazdy na nartach. O tej porze roku i przy takiej temperaturze naprawdę trudno się odpowiednio ubrać. W samym podkoszulku pod kurtką nie sposób wytrzymać przy jeździe na krzesełku, czy szybkim zjeździe w dół. Najgorsze jest stanie w kolejce jak przypieka słońce. Ale miałem wszystko na zmianę w samochodzie. Przebraliśmy się. Dodatkowo umyłem twarz w galerii. W ten sposób można było się pokazać ludziom nie licząc twarzy jak Indianie. Strasznie nas opaliło. Zjedliśmy lody i poszliśmy do kościoła św Anny na dwudziestą. Niestety okazało się, że msze są o 19:30, 20:30 i 21:30 Poszliśmy sobie pozwiedzać nocny Kraków. Bardzo ciepło. Do domu wróciliśmy około 22:00 Wszystkie te trudy z perspektywy czasu i możliwości robienia zdjęć i tak okazały się bez znaczenia.

Kasprowy narty 2008

Komentarze