Bieg po przerwie.
Dziś poszedłem biegać po dłuższej przerwie. Prawie trzy tygodnie nie biegałem i nie ćwiczyłem, ale już chyba wydobrzałem. Dziś z trudem, ale przebiegłem standardowo 10 km w ciągu godziny. I na koniec na dodatek pozwoliłem sobie na sprint minutowy 15 km/h Ale ciężko się biegło i było niesamowicie gorąco. Zresztą jak wyszedłem spod prysznica. To i tak cały się spociłem ponownie. A na dodatek zapomniałem mydła. Trudno się umyć samą wodą. Na szczęście nigdzie nie jechałem potem tylko prosto do domu. W domu Basia uraczyła mnie ptasim mleczkiem z okazji świętego walniętego. Czy ona po dwudziestu latach nadal nie pamięta, że nie lubię takich słodyczy? Ale ponoć liczą się intencje. A tak w ogóle, to ja coś nie mogę się przekonać do tego święta. Miłe, fajne, ale coś mi nie gra. W sumie to zrezygnowaliśmy z 8 marca a zyskaliśmy 14 lutego Trochę to pokrewne święta. Bilans jest na zero, ale jakoś mi nie leży to święto. Ja nic jej nie dałem. Niech usprawiedliwieniem będzie, że ostatnio zafundowałem jej elegancką bieliznę za kilkaset złotych, parę tygodni temu przyniosłem tak bez okazji piękną różę.
Komentarze