Demony prędkości
Pierwsze narty w tym roku. Pojechaliśmy na “Kubińską Hole”. Na Słowację. Lubię tam jeździć na nartach. Od trzech lat jak jeździmy tam nigdy nie było problemu z czekaniem na wjazd na górę. Nigdy też nie trafiliśmy na słońce. Jeździliśmy już w deszczu, śnieżycy i wichurze. Wszystkie najgorsze pogody już za nami. Tym razem było inaczej: piękne słońce i to morze chmur w dole. Niesamowity widok. Góra ma prawie 1400 m i z niej widać całą dolinę, aż po Rohacze.
Coś niesamowitego na wysokości jakichś 500 m w dolinie są chmury czasami wystają z nich niewielkie pagórki. Przepięknie. Cały dzień była słoneczna pogoda. Nie za ciepło nie za zimno. Wymarzona pogoda na narty. Szkoda tylko, że śniegu mało. W zasadzie można było jeździć tylko na górnym stoku. Ale sądzę, że i tak jeśli będziemy tam jeździli jeszcze kiedyś to i tak tylko na górze. Obok siebie z są tam dwa wyciągi. Można jechać razem, co prawda jeden jedzie minimalnie szybciej. Można sobie pogadać na orczyku. Nareszcie mogłem wypróbować moje nowe narty SL-dziewiątki to demony szybkości. Co w nich fajnego – można jeździć na nich byle jak i i tak jadą dobrze. Prowadzą się lekko. Ale jak je trochę przycisnąć, to wtedy pokazują, że to narty nie tylko dla amatorów. Przy poślizgach wystarczy je leciutko docisnąć, a pięknie zaczynają stawiać na nogi i wychodzą z poślizgu. Konrad odziedziczył moje narty.
Do tej pory jeździł na króciutkich nartach. Przez to chyba, albo przez to, że to pierwszy wyjazd w tym roku w połowie jazdy trochę opadł z sił. Bolały go nogi. Przed piętnastą stwierdził, że on już zjeżdża do autobusu, a ja jak chce to niech jeżdżę dalej. Zjechałem oczywiście z nim. Zjazd, a w zasadzie zejście na sam dół, z braku śniegu zajęło nam pół godziny. Więc i tak byliśmy tylko na niecałe pół godziny przed odjazdem autobusu. Jestem bardzo zadowolony z nart i tak samo z butów. Bałem się, że kupiłem za małe buty. Po zapięciu ich i zjechaniu kilka razy okazało się, że są idealnie dopasowane. W drodze powrotnej, niestety trafiliśmy na korek w Słowacji. Był wypadek i ponad godzinę staliśmy w miejscu. A zapomniałem jeździliśmy za połowę ceny na stoku. Była jakaś obniżka chyba z powodu zamknięcia pierwszej połowy stoku. Przekraczaliśmy granicę na dzień po otwarciu granic. Teraz nie przejeżdża się tak jak poprzednio przez granicę, tylko objeżdża się ją dookoła. Trochę tylko zwalniając. To mi się podoba. Na granicy żywej duszy.
Coś niesamowitego na wysokości jakichś 500 m w dolinie są chmury czasami wystają z nich niewielkie pagórki. Przepięknie. Cały dzień była słoneczna pogoda. Nie za ciepło nie za zimno. Wymarzona pogoda na narty. Szkoda tylko, że śniegu mało. W zasadzie można było jeździć tylko na górnym stoku. Ale sądzę, że i tak jeśli będziemy tam jeździli jeszcze kiedyś to i tak tylko na górze. Obok siebie z są tam dwa wyciągi. Można jechać razem, co prawda jeden jedzie minimalnie szybciej. Można sobie pogadać na orczyku. Nareszcie mogłem wypróbować moje nowe narty SL-dziewiątki to demony szybkości. Co w nich fajnego – można jeździć na nich byle jak i i tak jadą dobrze. Prowadzą się lekko. Ale jak je trochę przycisnąć, to wtedy pokazują, że to narty nie tylko dla amatorów. Przy poślizgach wystarczy je leciutko docisnąć, a pięknie zaczynają stawiać na nogi i wychodzą z poślizgu. Konrad odziedziczył moje narty.
Do tej pory jeździł na króciutkich nartach. Przez to chyba, albo przez to, że to pierwszy wyjazd w tym roku w połowie jazdy trochę opadł z sił. Bolały go nogi. Przed piętnastą stwierdził, że on już zjeżdża do autobusu, a ja jak chce to niech jeżdżę dalej. Zjechałem oczywiście z nim. Zjazd, a w zasadzie zejście na sam dół, z braku śniegu zajęło nam pół godziny. Więc i tak byliśmy tylko na niecałe pół godziny przed odjazdem autobusu. Jestem bardzo zadowolony z nart i tak samo z butów. Bałem się, że kupiłem za małe buty. Po zapięciu ich i zjechaniu kilka razy okazało się, że są idealnie dopasowane. W drodze powrotnej, niestety trafiliśmy na korek w Słowacji. Był wypadek i ponad godzinę staliśmy w miejscu. A zapomniałem jeździliśmy za połowę ceny na stoku. Była jakaś obniżka chyba z powodu zamknięcia pierwszej połowy stoku. Przekraczaliśmy granicę na dzień po otwarciu granic. Teraz nie przejeżdża się tak jak poprzednio przez granicę, tylko objeżdża się ją dookoła. Trochę tylko zwalniając. To mi się podoba. Na granicy żywej duszy.![]() |
| Kubińska Hola 2007 |

Komentarze