Beznadziejnie

No i wycieczka się skończyła. Było nudno i do d… Zresztą czy to była wycieczka? Tak naprawdę było to w godzinach pracy. Były szkolenia, prezentacje… Potem obiad, zabawa, grill, impreza taneczna i nazajutrz rano do domu. Hotel – głęboki socjalizm. Pokoje jeszcze głębszy, no może w tej remontowanej części byłe trochę lepsze. Obiad mniej więcej pasujący do hotelu, w podobnym stylu. Po obiedzie miało być zdobywanie Klimczoka. Przezornie wymknąłem się wcześniej i dobrze, bo zdobywanie polegało na zdobyciu pierwszych 200 metrów za hotelem (hotel był na wzniesieniu) Potem podobno była zabawa dla kadr dyrektorskich a reszta się przyglądała tym wygłupom. Oczywiście jak myślałem było między innymi skakanie w workach… dorośli ludzie, naprawdę czasami żal, że nie stać ich na jakiś inny pomysł spędzania czasu. Ale faktycznie jak wróciłem z prawdziwego zdobywania Klimczoka :) Zapytany jak daleko to jest… na GPS miałem zapisaną trasę 15 km to z miny pytającego można było wywnioskować, że jest to odległość nie do pomyślenia, a jak łatwa do zrealizowania. Tylko trzeba spróbować.

Oczywiście poszedłem na Klimczok nie w tę stronę co trzeba. Wszyscy twierdzili, że to ta góra którą widać naprzeciwko z okien, a to było Skrzyczne. Hotel był na wzniesieniu Klimczoka. Tak więc zszedłem wpierw do Szczyrku myśląc, że idę na Klimczok. Tam kupiłem mapę (poszliśmy razem z Piotrem) Okazało się z mapy, że to w drugą stronę. Wychodząc spotkaliśmy grupę która wyszła z hotelu i miała ‘zdobywać’ Klimczok Nie czekaliśmy na nich. Poszliśmy dalej. Długo idzie się po prostu asfaltem. Potem dopiero końcówka to jest taka zwykła ścieżka. Na Klimczoku nic ciekawego. Parę zardzewiałych bud wyciągu i wokół las. Żadnego widoku. Nalegałem aby iść dalej na Szyndzielnie – poszliśmy. Tam też zero widoków i schronisko. Wróciliśmy do hotelu gdy grill był już w pełni rozpalony. Tam posililiśmy się, a potem impreza do rana. Ja jednak skorzystałem z okazji, że Krzysiek wracał do Krakowa. Zabrałem się więc z nim.

Komentarze