Zmiany, zmiany, zmiany...
Basia zaczęła pracować na dwie zmiany. Pierwszy tydzień na popołudnie mamy już za sobą. Wstaje wtedy o 6:00 rano, wychodzę z domu 6:25 i jestem w pracy na siódmą. W sam raz. Jak idzie na pierwszą zmianę, czyli na 6:00 to niestety wstajemy o 5:00 za to jestem w pracy 6:10 i mogę wyjść 14:45. Rano jak jadę – puste ulice. Niestety z drugiej zmiany wraca o godzinie 22:20 co powoduje, że idziemy spać około 12:00 Zobaczymy jak długo tak wytrzymamy, albo jak długo potrwa za nim się przyzwyczaję. W pierwszy tydzień zauważyłem, że dzięki temu mogę więcej zrobić. Nudzę się bez Basi, to i bardziej mi się chce coś zrobić – tak jakoś pusto w domu.