Narty
Długa przerwa – wiosna się zaczęła. Choć -1, -2 w nocy i huraganowe wiatry źle wróży czereśniom. W tamtym roku przemarzły wszystkie, co do jednej. Ja nie wiem jak dam radę przeżyć kolejny rok bez czereśni. Założyłem kolejny ogródek przed tarasem, zanim na dobre zaczęła się wiosna. Pierwsze koszenie mam już za sobą. Oczywiście co sobotę/niedzielę chodzimy na długie spacery.A wczoraj..., wczoraj byliśmy na nartach na Kasprowym Wierchu. Na górze dzięki wyjechaniu kolejką byliśmy o 9:08 Wyjechaliśmy z domu 6:10. Pusta droga. Pogoda marzenie. Warunki śniegowe dobre. Trasa przygotowana rewelacyjnie. Zero ludzi. Co prawda z rana na takiej trasie wyratrakowanej i zmrożonej (o 9:08 było -7 stopni) jeśli koś by się przewrócił, to jak na betonie. Jeździliśmy z jednej i drugiej strony. Na goryczkowej jednak było znacznie lepiej. Potem zaczęliśmy eksperymentować i jeździć na 'dziko' z okolicznych stoków. Można było zjechać i
trochę podejść na 'Goryczkowy pośredni' to się chyba nazywa. Nachylenie stoku było ogromne. Konrad początkowo miał trochę cykora, bo to jak rzucić się w przepaść. Ale potem mu się bardzo spodobało i zjechaliśmy stamtąd kilka razy. Jeździłem w okularach słonecznych. Niestety resztę twarzy mam opaloną dość mocno. Wyglądam jak pajac :) Trudno jakoś to przeżyje. Warto było. Dziś znowu wybieramy się na jakąś dłuższą wycieczkę. We środę i czwartek jestem w Warszawie na konferencji Microsoftu o bezpieczeństwie.
Komentarze