Jaskiniowy marraton

W każdą niedzielę wycieczka! Teraz ponownie wybraliśmy się do jaskiń, tym razem z odpowiednim wyposażeniem. Kupiłem latarkę wraz z bateriami na giełdzie za jedyne 15 zł ale dobrze spełnia swoje zadanie i odnalazłem czołówkę. To jest wystarczający sprzęt do penetracji tych jaskiń. No i oczywiście jakieś niewyjściowe ubranko. Bo niestety trzeba się w kilku miejscach przeczołgać. Wymyśliłem sobie jedynie, że muszę coś zrobić aby można było bezpiecznie wciągać za sobą w trakcie czołgania się czy przeciskania aparat. Nie chcę brudzić tego plecaka który mam na aparat, a z drugiej strony jest taki, że ciągnąc go po kamieniach nie poobijam aparatu. Pewnie będę go wkładał wraz z plecakiem w drugi plecak który można ubłocić.



Zrobiliśmy sobie wyprawę przez Dolinę Kluczwody tam poszliśmy na ruiny zamku rycerskiego, który w zasadzie można rozpoznać tylko poprzez kilka pozostałych schodów. Potem przy końcu doliny na wzgórzu jest jakaś jaskinia. Nie mam pojęcia jaka. Można się tam przeczołgać w kilka miejsc. Jaskinia o podłożu bardzo suchym – piaszczystym. Konrad znalazł tam kilka czaszek i kości, chyba lisów. Z doliny przeszliśmy do Wierzchowia – naszego celu wyprawy. Tam pierwsza to jaskinia Mamutowa.


Coś pieknego. Ogromna jaskinia z kilkoma bocznymi korytarzami – ciasnymi. Ale można się przecisnąć. W zasadzie po prostu schylając się bardzo. Po przeciśnięciu się zazwyczaj na końcu są większe sale. Tam też w tej jaskini przy wejściu spotkaliśmy prawdziwych wspinaczy. Ponoć są tu jedne z najtrudniejszych tras wspinaczkowych. Faktycznie to co oni robili (chodzenie po sklepieniu jaskini) rzeczywiście wymaga nie lada umiejętności. Z tej jaskini przeszliśmy kawałek dalej do jaskini 'Dzikiej' tam już niestety nie zdołałem się wczołgać z aparatem.


Jaskinia długa na chyba 100 metrów kilka razy trzeba się w niej przeczołgać na łokciach po kamieniach. Ale warto – ekstremalne przeżycie. Wzięły mnie te jaskinie strasznie. Konrada chyba też. Z Wierzchowie żółtym szlakiem przeszliśmy do doliny Bolechowickiej i tą doliną zeszliśmy aż do pozostawionego samochodu.

Komentarze