Lody, grubasy i filmy

Wczoraj mieliśmy iść do kina na nowy film "Deja Vu" Niestety grali to tylko w salach gdzie rzędy kończyły się na literce 'K' Nie znoszę takich małych sal. A na domiar złego gdy chciałem coś w piątek zarezerwować, to tylko w środku kina. Zrezygnowaliśmy. Sobota jednakże biegła nudno. Cóż było robić, wybraliśmy się do 'Galerii Krakowskiej' na lody. Dają tam ogromne lody. Byłem już tam chyba trzeci raz. Da się zjeść pod warunkiem, że biorę owocowe, jeśli wziąć lody z orzechami, to nie sposób. Trzeba też iść głodnym. Powinni zrobić dwa razy mniejsze te porcje. Przy okazji takich wypadów można się napatrzeć zachowań ludzkich. Pewna rodzina przyszła na lody z psem O zgrozo! Do Kawiarni z psem! W dodatku trzymanym na ręku! Inna (mamusia tłuścioch i synek tłuścioch) Jak bym tak wyglądał to nie jadł bym lodów dopóki bym nie schudł o połowę. To tak jakbym miał grypę i biegał co dzień po deszczu i na zimnie. Nie rozumiejąc, że nie leczę się tylko pogrążam. Otyłość to choroba, bardzo poważna choroba i uzależnienie. Często mam ochotę żreć, żreć i żreć jak świnia, ale nie robię tego, bo wiem, że to tylko głód psychiczny. Tak lubię jeść, pewnie jak każdy. Zdaję sobie jednak sprawę, że mój organizm potrzebuje pięć razy mniej niż mi się zdaje i niż mam na to ochotę. I tak wiem, że jem źle i zbyt dużo. Nie, nie. Nie mam nadwagi. Ale jest to okupione dużymi wyrzeczeniami. Staram się jeść nie za dużo i mam nadzieję, że zdrowo. Owszem wielu ma skłonności do tycia. Tak jak i wielu ma skłonności do przeziębiania się. Ale to nie tłumaczy kilku dziesięciokilogramowej nadwagi! Za dużo żrą i tyle. I za wiele dupska trzymają w fotelu przed kineskopem. Zawsze byłem chudy, bo nic nie jadłem i ganiałem jak opętany. Nie miałem czasu na jedzenie jako dziecko. Miałem to szczęście, że miałem takie predyspozycje. Ale mniej więcej kilka lat temu gdy przyszedł stres związany z chorobą w rodzinie. W tym samym czasie prowadziłem remont domu i jadałem po 22:00. Na dodatek kupiliśmy samochód i siedząca praca. Okazało się nagle, że moja waga to 82,5 kg przy wzroście 178 owszem to nie tragedia. Opamiętałem się jednak, bo przestałem się sobie podobać i jazda na wycieczki rowerowe zaczęła mnie męczyć zamiast cieszyć. Przestałem jeść kolację, przez miesiąc z premedytacją jadłem o połowę mniej, byłem permanentnie głodny. Zacząłem regularnie ćwiczyć 20 minut dziennie. Odmówiłem sobie jakichkolwiek słodyczy. Po trzech miesiącach moja waga spadła do 72 kg Znowu zacząłem się cieszyć życiem. Wróciło dobre samopoczucie, przyjemność jazdy na rowerze. Teraz owszem ważę więcej. (72 to była przesada w drugą stronę) Od tego czasu minęło około 2 lat. W lecie biegam, chodzę i jeżdżę na rowerze. W zimie na nartach, chodzę pieszo gdy się tylko da i ćwiczę co dzień, no prawie co dzień około 40 min dziennie. Jestem ze swojego wyglądu zadowolony, choć w cale nie jestem chudy. Mam oponkę niewielką, ale mam. Ale to nic jestem zadowolony z siebie i mam poczucie kierowania własnym życiem. Tak, kontroluję bardzo co jem. Uważam, że to główna przyczyna otyłości. Grubasy sami jesteście sobie winni i basta. Nikt mnie nie przekona, że jest inaczej. Nie jesteście grubi, bo jesteście chorzy, ale jesteście chorzy, bo jesteście grubi.

A miało być dziś o filmach. No to będzie. W 'Saturnie' kupiłem "Przez ciemne zwierciadło" kolejny film wg Dicka. O jakże się zawiodłem. Mimo niecodziennej formy filmu, taki rysowany komiks. Film nudny. Myślę, że książka jest znacznie lepsza. Właśnie postanowiłem ją kupić i przeczytać.

A Apocalypto, to wcale nie apokalipsa tylko przepowiednia bardziej.

No to idę coś zjeść.

Komentarze